Bo dzieciaczki są takie pocieszne…

Poznajemy różne dzieci, urocze, słodkie, pełne zaufania, odważne, rezolutne. Odkrywają one przed nami swoje talenty lub ambicje rodziców i czekają werdyktu. Realizator stara się, na szczęście unikać pokazywania zbyt wielu płaczących dzieci, bo choć łzy z reguły podnoszą oglądalność, to widzowie niekoniecznie lubią oglądać dziecięce małe tragedie.

„Wyobraźcie sobie, co musi czuć dziecko stojące w świetle reflektorów. Tremę, ogromną radość i niesamowitą, pozytywną energię. Takie właśnie były początki największych światowych gwiazd. Czy on będzie jedną z nich?
Jedno jest pewne, tutaj zaczyna się jego wielka przygoda. Tutaj zaczyna się nowy rozdział jego życia. Tu zaczynają „Mali Giganci”.”


Tymi słowami zwraca się do widzów prowadzący najnowszy talent show w ramówce TVN.


„Program oparty jest na meksykańskim formacie "Pequeños Gigantes" ("Little Giants") firmy Televisa - największej latynoamerykańskiej grupy medialnej, w Polsce znanej głównie jako producent telenowel.” Format podbił serca widzowni latynoamerykańskiej ( 2011 Kostaryka, 2012 Panama, Ekwador, 2013 Peru, Urugwaj, 2014 Chile), choć gdy w ub. roku zagościł w Hiszpanii wzbudził głosy protestu.

To tylko zabawa, rozrywka dla uczestników i ich rodziców – powiecie.
Tańczą więc, recytują, próbują śpiewać, opowiadają wierszyki i są dziećmi po prostu.
Dzieci są wspaniałe, utalentowane i trzeba, by nauczyły się rywalizować – powiecie.
A więc rywalizują ze sobą począwszy od castingów, poprzez eliminacje decydujące o występie na scenie i w końcu jako członkowie grup, którymi opiekują się znane z ekranów TV osoby.
To także oczywiście ma być rozrywka dla nas widzów – powiecie.
Więc jest śmiesznie i wzruszająco i rodzinnie.

Poznajemy różne dzieci, urocze, słodkie, pełne zaufania, odważne, rezolutne. Odkrywają one przed nami swoje talenty lub ambicje rodziców i czekają werdyktu.
Rywalizacja odbywa się według tak nieczytelnych, że właściwie nieobecnych zasad i warunków.
Oglądamy jednak w napięciu ich starania o naszą oraz jurorów uwagę i wygraną. Patrzymy też jak bawi się publiczność w studio. Kupa śmiechu, bo te dzieci są przecież takie śmieszne.

Przemilczę niektóre wypowiedzi jury, bo słowa cisnące się pod palce nie nadają się do upubliczniania. Kilka ”wyborów” – świadczyło także o tym, że w programie nie chodzi o umiejętności, ale o to by wygrał ten, kto trudniej zniósłby porażkę. No i oczywiście ten, kto potrafi „podlizać się” „wysokiej komisji”.

Zabawa na całego, szkoda, że kosztem dzieci.
No ale przecież, ktoś przypomni, że to program rozrywkowy. Oczywiście, ale to nie powinno oznaczać „wszystkie chwyty dozwolone”. W tefauenowskich „Gigantach” nieważne, że dziewczynka MA talent i naprawdę pięknie śpiewa, bo wygrywa chłopiec, który „bajeruje” dorosłych, choć fałszuje koszmarnie.

Realizator stara się, na szczęście unikać pokazywania zbyt wielu płaczących dzieci, bo choć łzy z reguły podnoszą oglądalność, to widzowie niekoniecznie lubią oglądać dziecięce małe tragedie. Ale to pierwszy odcinek, łez na pewno nie zabraknie, bo nawet jedna z jurorek zapowiada na wstępie, że „będzie ryczeć”.

Dziecko musi zawsze być PODMIOTEM naszych działań, a nie przedmiotem tychże. Nie powinno, w żadnym przypadku być wykorzystywane ku uciesze gawiedzi, nawet wielomilionowej i za duże pieniądze…

Jeśli już rodzice decydują – mam nadzieję, że wspólnie z dzieckiem - o zaprezentowaniu dziecięcego talentu i pokazaniu go w mediach, to dzieci powinny wiedzieć i odczuć, że ta decyzja poprawi ich sytuację, zmienia coś na lepsze, wskazuje drogę.
W „Gigantach” niestety okazuje się nagle, że nie masz talentu, że ktoś, kto robi kompletnie coś różnego i w sposób obiektywnie słaby, jest jakimś cudem lepszy od ciebie. To jak rosyjska ruletka.
Jak dziecko ma to zrozumieć? To już nie zajmuje autorów programu. Smutne to i straszne.

W 2012 roku przeprowadzono pierwsze w swoim rodzaju badanie pt. „Nowa definicja dzieciństwa”.
Uczestniczyło w nim ponad 4200 dzieci między 6-12 rokiem życia z 12 krajów świata. (USA, Kanada, Anglia, Francja, Niemcy, Hiszpania, Polska, Brazylia, Meksyk, Japonia, Chiny, Australia).
Badanie przeprowadził The Marketing Store Worldwide, wraz z niezależnym instytutem badawczym.
Raport skupiał się na codziennym życiu dzieci na całym świecie, uwzględniając wartości/aspiracje, używanie technologii, aktywności rekreacyjne (hobby, sport), zwyczaje zakupowe, ulubione gry i zabawki i zachowania żywnościowe.
Dodatkowo w wynikach zawarto “Global Kids Happiness Index” – który sprawdzał „stopień szczęśliwości/dobrostanu” badanych, jak również pokazywał jak marketing kierowany do dzieci jest postrzegany przez dzieci i ich matki.

Chciałabym zatrzymać się na JEDNYM aspekcie tych wyników. Do ich odgrzebania w sieci skłoniło mnie właśnie obejrzenie w telewizji programu „Mali giganci”.

W badaniach na pytanie „czego pragną dzieci” uzyskano interesujące odpowiedzi. W Meksyku dzieci chcą „być mądre”, brazylijskie chcą zdobyć „dobre wykształcenie”, chińskie chcą „mieć szczególne uzdolnienia i być popularne w grupie” a polskie dzieci?

Polskie dzieci chcą być „bogate i sławne” („be rich and became famous”).

Dzięki nowemu „flagowemu” show TVN te wyniki mają szanse utrzymać się na długi, długi czas… bo okazuje się, że zaspokajane zostaną potrzeby polskich dzieci.

PS Jeśli jednak format się nie spodoba i nie sprawdzi, to proponuję kolejny „fantastyczny” format. Można wygrać z konkurencją. „Twoja twarz brzmi znajomo – kids”.
tu

Jeśli ktoś zainteresowany szczegółami badań warto zajrzeć do linka.
Badania
Trwa ładowanie komentarzy...