Christofer Almighty

O rodzinie Andrzejaków media, niestety zapomną bardzo szybko, mam jednak nadzieję, że instytucje i ludzie do tego powołani będą pamiętać, przynajmniej przez najbliższe 18 lat, aż najmłodsza, Roksana Andrzejak stanie się pełnoletnia. .

Wczoraj opisywałam rozmowę red. Ziemca w tvp1 z Danielem Andrzejakiem, wdowcem z piątką dzieci.



Dziś, główne wydanie programu informacyjnego w TVP1 rozpoczęło się sielankowym obrazkiem Pana Daniela i dzieci w warszawskim zoo. Wszyscy szczęśliwi i uśmiechnięci - dzięki „Wiadomościom”. Red. Ziemiec zaczyna mocno. "Pan Daniel po śmierci żony został zostawiony sam sobie, ale DOPIERO wizyta w tym studio wszystko zmieniła. Ale najpierw zajmiemy się eurowyborami”...

Zaciekawiona czekam, co będzie dalej... W połowie „Wiadomości” dziennikarz podgrzewa atmosferę "Dziś w wiadomościach wrócimy jeszcze do sprawy samotnego ojca - ale wcześniej”.... I tu wzruszający materiał o bliźniaczkach trzymających się za rączki i rocznicy bitwy pod Monte Cassino. „Cała Polska” czeka w napięciu na informację o tym jak red. Ziemiec zmienił życie rodziny pana Daniela.. Czekam i ja...

Rozpoczyna się materiał filmowy z warszawskiego zoo. Na filmie roześmiane dziewczynki. „Radosne PIERWSZY raz od dawna, takich chwil w rodzinie Daniela Andrzejaka ostatnio nie ma zbyt wiele” – zaczyna reporterka – „dziś ostatni dzień (dodam, że drugi) pobytu w Warszawie i powrót do niełatwej codzienności”. Pan Daniel dziękuje, że mógł przyjechać. A „wszystko po tym jak nagłośniliśmy historię samotnego ojca”.

„Szkoda, że w rozwiązywaniu takich przypadków muszą pomagać media a nie ci , którzy są do tego powołani, na przykład pracownicy Rzecznika Praw Dziecka.” Przebitka na pana Daniela „byli u mnie w niedzielę, i mówiła mi, że znaczy no nie wiem, że to mi nic nie da, żeby tą sprawę nagłośnić, że jadę do telewizji, że to trzeba załatwić jakoś inaczej” (mam nadzieję, że spisałam słowo w słowo). NIE ULEGŁ! – reporterka triumfuje – po wczorajszym materiale w „Wiadomościach” dosłownie ruszyła lawina pomocy, samotny ojciec już nie jest sam. Wprost nie wie jak dziękować wszystkim ludziom za okazane serce.”

Kilka obrazków i dalej podobnie…. „Jest szansa, że Daniel Andrzejak będzie mógł dalej opiekować się dziećmi i w miarę normalnie żyć. Szkoda tylko, że politycy nie zauważyli tego wcześniej.” Tak samo wzruszające jak nieprawdziwe. Może kilka słów wyjaśnienia. Nie pisałam o tym wczoraj, gdyż nie uznałam, że jest to istotne. Dziś jednak opowiem.

W niedzielę wraz z przyjaciółmi zupełnie prywatnie, odwiedziliśmy dom Pana Daniela. Byliśmy umówieni, rozmawialiśmy z nim kilka dni wcześniej pytając co potrzeba, co przywieźć, w czym pomóc. Nie my pierwsi i z pewnością nie ostatni.

Na miejscu spotkaliśmy się także z sąsiadami. Panu Danielowi zaproponowaliśmy pomoc długofalową. Prawną, finansową i rzeczową. Jedyne co wiązało tę wizytę z Rzecznikiem Praw Dziecka to to, że jako jego społeczny doradca przekazałam panu Danielowi zapewnienie Rzecznika o absolutnym poparciu i podjętych już i trwających działaniach w sprawie uszczelnienia systemu i wykluczeniu zabrania dzieci spod opieki ojca. Przekazałam też od Rzecznika informację, że w kwestii gminy są środki finansowe przeznaczone na pomoc w takich sytuacjach. Upewniłam się, że OPS jest w stałym kontakcie, że rodzina ma asystenta rodzinnego. Pan Daniel opowiedział o pomocy z ośrodka zdrowia (wizyty lekarza i położnej) oraz psychologa który rozmawiał z dziećmi. Powiedział, że czuje się zaopiekowany, choć od miesiąca nie przespał nocy i potrzebuje stałej pomocy w domu przy dzieciach. Powiedział, że za chwilkę przyjeżdża do niego mama i będzie mu pomagać. Dowiedziałam się, że najstarsza córka chodzi do szkoły, dwójka młodszych ma miejsca w przedszkolu (dzieci są zawożone i przywożone transportem gminnym) i choć czteroletnia Zuzia nie bardzo lubi tam chodzić, to namawiałam, by jednak tata ją na to przedszkole namówił.

Omawialiśmy jego sprawy finansowe i największym zmartwieniem ojca był brak systemowej pomocy czyli renty dla dzieci z ZUS. Doradziliśmy złożenie odwołania i zaoferowaliśmy także pomoc we wszystkich sprawach urzędowych. Dzieci są zadbane. Dom jest czyściutki. Najmłodsza pięknie przybiera na wadze a tata stał się specjalistą od mleka modyfikowanego i obiadów dla starszych dzieci.

Dodam, że według Pana Daniela temat „odebrania dzieci” pojawił się JEDYNIE w ustach dziennikarzy.

Gdy w trakcie wizyty dowiedziałam się, że cała szóstka wybiera się do Warszawy, do TVP wyraziłam swoje prywatne wątpliwości i dezaprobatę. Ostatnie czego, według mnie, potrzebuje rodzina Andrzejaków to rozgłos i opowiadanie o swoim nieszczęściu przed kamerami. To przede wszystkim małe dzieci, które w domu czują się bezpiecznie. Są uśmiechnięte i otwarte, chętnie rozmawiają i widać, że lgną do Taty. Pan Daniel stwierdził, że nie chce jechać do telewizji, ale Pani z PCPR to wszystko zorganizowała i „jutro rano podjedzie bus”. Powiedziałam mu tylko, że jeśli naprawdę nie chce jechać, to niech nie jedzie. Klamka jednak zapadła.

Materiał został tak zmontowany, że sugerował, iż „pracownicy RPD pojechali do rodziny jedynie w celu przekonania go, żeby nie jechał do telewizji, bo ich sprawę można inaczej załatwić”. Taka sugestia padła również w TVP Info w rozmowie z ministrem Kosinikiem-Kamyszem. To wstrętne, bo red. Ziemiec mógł wykonać JEDEN ( kolejny ) telefon i po prostu zapytać Rzecznika jak było. Ale po co? Łatwiej coś sobie wymyślić… W TVP stwierdzono, że Andrzejakowie zostali sami ze swym problemem a dopiero musiała pomóc TVP, aby „ruszyła lawina”. To nieprawda.

Lawina rzeczywiście ruszyła. Ale nieco wcześniej. W ub. tygodniu TVP Info wyemitowała reportaż o tragedii w lubuskiem i już wówczas dom Pana Daniela został niemal zasypany rzeczami. Niektóre przydatne, inne zupełnie zbędne, np. ponad setka pluszowych maskotek… Opowiadał, że oddał część darów innym potrzebującym. To piękny gest.
W domu zapanował spory chaos, a wielodzietny wdowiec zupełnie się w tym gąszczu zagubił. W gąszczu przepisów, spraw związanych z opieką nad dziećmi, które widywały go dotychczas sporadycznie i darów, które spływają niepohamowanym i zupełnie nieskoordynowanym strumieniem, czy może właśnie lawiną. Niestety lawina ma to do siebie, że jest gwałtowna i krótkotrwała a także niszczycielska.

Pan Daniel i jego dzieci potrzebują przede wszystkim spokoju, wsparcia prawnego oraz podatkowego, zapewnienia codziennej i wielogodzinnej opieki nad dziećmi i pomocy domowej. To wszystko powinien zapewnić Ośrodek Pomocy Społecznej i Gmina a nie TVP. Ta pomoc była, od samego początku. Była i jest, choć nadal uważam, że wyprawa do Warszawy była zbędna., gdyż po programie w „Wiadomościach” był raczej „festiwal” wyborczych obietnic polityków. I „masa słów wsparcia i dobre słowa”.

Telewizyjne wyciskacze łez działają na nasze emocje, tyleż mocno co krótkotrwale, politycy przed kamerami, w trakcie kampanii wyborczej prześcigają się w obietnicach.
To wszystko było moim zdaniem zupełnie niepotrzebne i wręcz szkodliwe. Nieprawda, że cel uświęca środki. O rodzinie Andrzejaków media, niestety zapomną bardzo szybko, mam jednak nadzieję, że instytucje i ludzie do tego powołani będą pamiętać, przynajmniej przez najbliższe 18 lat, aż najmłodsza, Roksana Andrzejak stanie się pełnoletnia.

PS Nie chodzi o to, by się licytować, kto lepiej, kto pierwszy i bardziej pomógł. Chodzi jedynie o uczciwość i nietworzenie faktów na potrzeby mediów.
Mam nadzieję, że zapowiedziane już zmiany w prawie spowodują, że nie będzie więcej takich trudnych prawnie sytuacji.
Trwa ładowanie komentarzy...