O autorze
Blog o dzieciach, szkole, wychowaniu, rodzinie, relacjach. O życiu i jego przejawach.
O świecie.
Zapraszam również na Dorota Zawadzka i jeż
Strona na
Fb

Dziennikarz nieprofesjonalny

W świecie i w Europie, dzieją się rzeczy ważne albo nawet ważniejsze. W Europie na przykład awantura o brodatego mężczyznę i straszna kara dla Berlusconiego za machlojki finansowe.
W cieniu tych szalenie istotnych spraw, toczą się prawdziwe ludzkie dramaty.
W niewielkiej miejscowości niedaleko Strzelec Krajeńskich w popegeerowskim domu mieszkała sobie zwyczajna rodzina. No może niezwyczajna, bo było w niej czworo dzieci. Trzy siostry (9,6 i 4) i mały facecik, dwulatek.
Pani Basia w ciąży. To już piąty raz, nic nowego. Wszystko będzie dobrze. Jedzie do szpitala. Cesarka. Dziecko – córeczka zdrowa. Wszystko jest dobrze. Do czasu.
Siedem godzin po porodzie Basia umiera. Na razie nie wiadomo czemu.
Tata odbiera noworodka ze szpitala. Organizuje pogrzeb żony. W trzypokojowym mieszkaniu zostaje z piątką dzieci.



I zaczyna się…
Pojawiają się media. I pytania. Dlaczego żona umarła, kto panu pomaga, skąd pan weźmie pieniądze na życie? Pan Daniel jest zagubiony, nie może jeszcze głębiej odetchnąć. Zajmuje się dziećmi jak umie, a że wcześniej domem zajmowała się żona, bo on ciężko pracował, wszystko jest dla niego nowe. Taka codzienność jest trudna, a tu jeszcze noworodek i brak pieniędzy.

Po materiale w prasie lokalnej wokół pojawiają się ludzie. Chcą pomóc. Przywożą rzeczy dla dzieci. Większość nowa i faktycznie potrzebna. Ale zdarzają się też „wietrzone szafy”. Jednak wszystko się przyda. Przecież dzieci pięcioro i rosną.
Pomoc społeczna uruchamia asystenta rodziny. Z przychodni przychodzi pediatra i położna. Wszystko pod kontrolą. Wspaniała sąsiadka, pani Krysia „babciuje” dzieciom. Z mężem wspierają także Pana Daniela. Bo lubili Basię. Bo lubili całą rodzinę.

W domu zjawia się redaktorka z telewizji publicznej. Robi reportaż. W miesiąc po tragedii przeptuje zdezorientowane dzieci, gdzie jest ich mama? Wspólnie oglądają zdjęcie przed kamerą. To nie jest "zabawa medialna", pani redaktor. To bardzo delikatna sprawa. Powinna być prowadzona pod okiem psychologa. Nie wolno tak nieodpowiedzialnie i instrumentalnie traktować dzieci.

Jest wywiad i zaproszenie do Warszawy na nagranie, wszystko załatwia pani z ośrodka pomocy rodzinie. Do programu redaktora Ziemca, na rozmowę po głównym wydaniu wiadomości. Pod dom ma podjechać bus i zabrać wszystkich. Po pomoc. A i dzieci mają zobaczyć zoo.

Dziś odbyła się ta rozmowa.
Po pierwsze, pan redaktor nie był do rozmowy przygotowany.

Najbardziej nieodpowiedzialne, było jednak straszenie wyimaginowanym zagrożeniem, że ktoś dzieci ojcu odbierze. Taki przekaz jest społecznie groźny i przez to niedopuszczalny.

Redaktor prowadzący usilnie próbuje doprowadzić swojego gościa do płaczu.
Pytania w guście „Czy boi się pan, że sobie pan nie poradzi?” "Nikt w ZUSie o tym nie pomyślał (o urlopie ojcowskim)?", „Przecież pan daje państwu piątkę dzieci", "To była ciężka praca, na akord?", "no nie, nie na akord – odpowiada tata”.

Widać, że to pierwsza rozmowa tych panów a dokumentalistka także nie odrobiła lekcji. Czas płynie. Pytania zaczynają się powtarzać.
Wszystko powoli wymyka się scenariuszowi : „zostawi pan dzieci same i pójdzie do pracy na wiele godzin?”... Rozumiem, że wszyscy powinni już płakać przed TV.

Potem jest jeszcze gorzej.
Redaktor Ziemiec robi już bokami :„Dzieci zostaną (pauzzzzzzzzzzzzza) same”. Potem, by wzmocnić przekaz dodaje: "Te panie (z OPS) nie dopuszczą do tego. Wielu rodziców straciło tak swoje dzieci".

Przesłuchania ciąg dalszy: "Jaka była pana żona, jaką była matką?".
Pan Daniel jest zmęczony bo permanentnie niewyspany. Jest też małomównym, zamkniętym w sobie człowiekiem.
Jest w żałobie.
Ale redaktor Ziemiec ma jeszcze kilka minut do zrealizowania:
"To był dom, miał służyć na długie lata – a teraz kłopot pewnie z tym kredytem?”.
„A ile ten kredyt?”

Dobrze, że program trwał tylko kilkanaście minut. Dobrze, bo skończyło się dręczenie biednego człowieka.
Dziennikarz, zamiast robić takie „show” dodam nieudane - powinien zapewnić Pana Daniela, że NIKT mu dzieci nie zabierze. By mieć taką wiedzę wystarczyło wykonać JEDEN telefon do biura Rzecznika Praw Dziecka.
Powinien poinformować go, że media dopilnują, żeby odpowiednie instytucje zrobiły wszystko, by dostał renty dla dzieci – wystarczyło przed programem porozmawiać z władnym urzędnikiem. Z poziomu gminy czy województwa. A jakby było mało - z ministerstwa.
Mógł ucieszyć go tym, że JEST już sponsor dla jego dzieci. Bo wcześniej powinien to omówić z bankiem lub jakąś odpowiedzialną społecznie firmą. Media to przecież czwarta władza, wiele może.
Niestety nic takiego się nie wydarzyło, wdowiec został jedynie przestraszony.

W programie zobaczyliśmy więc strasznie smutnego, zmęczonego człowieka i bezwzględnego dziennikarza, który nic nie dał. A wiele odebrał. Na przykład spokój i być może poczucie, że wszystko będzie dobrze.

Program się skończył i wygląda na to, że red. Ziemiec nadal nie wie, jak mają na imię dzieci jego gościa. W trakcie rozmowy przecież nie wiedział też, jak nazywa się miasto w którym jest odpowiedni ośrodek pomocy rodzinie, pomylił nazwisko bohatera programu, nie miał pojęcia, ile tygodni ma mała Roksanka.

Ale to i tak drobiazgi. Choć w sumie pewnie już nieważne, bo trzeba robić kolejny program. Jest kolejny temat.
I kolejny.

Zabrakło refleksji i mam wrażenie … szczerości.
Trwa ładowanie komentarzy...